Rejestracja Logowanie


FreeCurrencyRates.com

Facebook

Newsletter


Wróć do spisu aktualności

Polskie urzędy unieruchomione przez lawinę pracowników zza granicy

05-03-2018
Polskie urzędy unieruchomione przez lawinę pracowników zza granicy

Urzędy nie radzą sobie za falą pracowników z zagranicy. Popyt na stanowiska produkcyjne jest tak duży, że polskie agencje pośrednictwa pracy zdecydowały się rozszerzyć swoją działalność na rynkach Indii i Nepalu. Zapowiadało się dobrze, ale zwiększenie ilości wniosków wizowych wywołało zator w polskim konsulacie w Delhi. Na wizę do Polski można czekać nawet rok… Za falą dokumentów do rejestracji nie nadążają też urzędy pracy w kraju.

W zeszłym roku firmy zaczęły więc szukać wsparcia wśród bardziej odległych od nas państw. Niełatwy, bo obciążony ogromną listą kryteriów wybór (m.in. różnice kulturowe, stosunek do pracy, zagadnienia wizowe), padł na dwa kraje azjatyckie: Indie i Nepal. Początkowo zdawało się, że pomysł jest strzałem w dziesiątkę.

Zarządy agencji zatrudnienia zgodnie twierdzą, że najobfitsze w ostatnich latach źródło pracowników zza naszej wschodniej granicy - Ukraina, zaczyna się już pomału wyczerpywać. Ukraińcy, którzy zaczęli do nas przyjeżdżać w drugiej fali, która ruszyła ok. dwóch lata temu mają już zupełnie inne nastawienie niż ci z pierwszej sprzed ok 10 lat. Coraz więcej z nich postrzega Polskę wyłącznie jak na przystanek w drodze na Zachód, a oczekiwania tych, którzy już u nas pracują rosną tak szybko, że na wiele stanowisk przestaje się opłacać ich zatrudniać. Co więcej, popyt na ręce do pracy w polskich zakładach jest dziś tak duży, że nie udaje się go zaspokoić nawet sięgając po pracowników z pozostałych pięciu krajów, które podlegają uproszczonej procedurze dostępu do rynku pracy: Armenii, Białorusi, Gruzji, Mołdawii i Rosji.

 

Nepalczycy spisali się w roli doskonałych pracowników. I nie jest to tylko nasza opinia, ale też wielu innych firm z branży - mówi Rafał Dryla, Prezes Zarządu GP People. – Są lojalni, zmobilizowani, przywiązani do swojego miejsca pracy i niekonfliktowi, mimo, że pochodzący z tak odległej kultury. W większości wypadków znają też język angielski i nie odmawiają pracy na stanowiskach, na których nie chcą pracować Polacy oraz nasi bliscy wschodni sąsiedzi – dodaje. GP People z centralą w Toruniu, poprzez swoich 6 placówek zatrudnia dziś ponad 1800 osób, w tym także z Azji, głównie dla firm zajmujących się produkcją i logistyką.

Niestety euforia agencji i pracodawców trwała krótko. Po pierwszych owocnych próbach sprowadzenia Nepalczyków i Hindusów, ten obiecujący kierunek okazał się ślepą uliczką. Gwałtowny przyrost zamówień na pracowników niemal błyskawicznie spowodował zator w polskiej ambasadzie w Delhi, w której obywatele obu tych państw składają wnioski wizowe.

 

Wizowe koło fortuny

 

- Walczymy, ale jest bardzo ciężko – tłumaczy Marek Bogusz Prezes agencji Inter Works, która powstała we wrześniu 2017 roku na kanwie kontaktów w Indiach i Nepalu z intencją uruchomienia tego obiecującego kierunku rekrutacji. – Już na samym początku mieliśmy do obsadzenia 190 miejsc pracy. Jednak od pół roku żadnemu z naszych kandydatów nie udało się przebrnąć przez kolejkę wizową – żali się Marek Bogusz.

Biorąc pod uwagę palącą sytuację na polskim rynku pracy problem jest naprawdę skomplikowany. Wiele z naszych agencji członkowskich zgłasza się do nas z zapytaniami o pomoc lub samodzielnie próbuje rozmawiać z polskim konsulatem i Ministerstwem Spraw Zagranicznych, żeby znaleźć wyjście z tej patowej sytuacji – mówi Iwona Szmitkowska, Prezes Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia, największej tego typu organizacji branżowej w Polsce. Dodaje, że z tego powodu SAZ zamierza w najbliższym czasie włączyć się w rozmowy z MSZ.

Polskie agencja zatrudnienia mają wrażenie, że przeżywają swego rodzaju déjà vu. Pierwszy raz przestano nagle wydawać wizy Nepalczykom w 2009 roku, przypuszczalnie z powodu wewnętrznych rozporządzeń Unii Europejskiej.

– Zajmowaliśmy się wtedy dwoma projektami w celu zatrudnienia po 20 osób w każdym z nich. Ostatecznie żadna z 40 osób, o których przyjazd ubiegaliśmy się; nie dostała wizy. Po tych próbach zrezygnowaliśmy z tego kanału pozyskiwania pracowników – relacjonuje Rafał Dryla. Wizy wróciły w 2016 roku, ale okazuje się, że tylko teoretycznie, bo w praktyce system nie funkcjonuje. Tym razem jednak problem jest zgoła inny. Zdaniem przedsiębiorców, którzy w międzyczasie odwiedzili już placówkę w Delhi i prowadzą korespondencję z MSZ, nie chodzi o przepisy, ale o sam system przyznawania wiz na zasadzie e-konsulatu. Nepalczyk lub Hindus, który stara się o wizę do Polski, pierwszoplanowo musi zapisać się na spotkanie wizowe w Delhi za pomocą systemu elektronicznego na stronie konsulatu. Wirtualne okienko działa w imię zasady „kto pierwszy ten lepszy”. Z początku po wejściu na stronę o wyznaczonej godzinie dość łatwo było wypełnić formularz. Na dany moment w systemie nie ma prawie żadnego wolnego miejsca już w momencie, kiedy nabór staruje.

Wygląda to, jakby ktoś wykorzystywał bota, który błyskawicznie po uruchomieniu systemu rezerwował w nim wszystkie lub prawie wszystkie wolne miejsca – mówi szef GP People. – Zaproszenia na rozmowę wizową udaje się zdobyć dwóm lub trzem naszym kandydatom w ciągu tygodnia, albo wręcz żadnemu. W takiej sytuacji nie mamy szans, żeby dostosować się do rytmu zamówień i zagwarantować klientowi, że dostarczymy mu niezbędną liczbę pracowników – dodaje.

Cały nakład pracy, jaki poniosły agencje, żeby opracować logistykę, znaleźć kandydatów i przebrnąć przez wszelkie formalności wizowe i podatkowe poszedł na marne.

W czasie spotkania w konsulacie dowiedzieli się, że system funkcjonuje poprawnie, a problemem może być faktycznie zbyt duże obciążenie pracą polskich konsulów.

Analogiczne stanowisko w tej sprawie zabiera Departament Konsularny polskiego MSZ. W piśmie nadesłanym ostatnio w odpowiedzi jednemu z przedsiębiorców przedstawiciel Departamentu zapewnia, że Konsulowie RP w Indiach działają zgodnie z obowiązującymi przepisami i rozporządzeniami Parlamentu Europejskiego i nie ma możliwości np. ustanowienia osobnych procedur czy limitów wiz w systemie e-konsulat wiz dla osób, na które w Polsce oczekuje już miejsce pracy. Jedyną pozytywną wiadomością jest to, że MSZ przymierza się do zatrudnienia zewnętrznych przedsiębiorstw i uruchomienie punktów w kilku dużych miastach Indii do pomocy w obsłudze interesantów. Dzięki temu osoby ubiegające się o wizę do Polski nie musiałyby podróżować na duże odległości.

Szefowie polskich agencji pracy obawiają się jednak, że to nie zażegna problemu, bo jego źródło tkwi gdzie indziej.

 

Papierowy zator

 

Oddzielną kwestią związaną z zatrudnianiem pracowników zza granicy jest wydolność polskich urzędów pracy. Po zmianie przepisów, która nastąpiła pierwszego stycznia bieżącego roku, urzędy mają siedem dni na zarejestrowanie wniosków powierzenia pracy cudzoziemcom. W praktyce jednak nagminnie przekraczają ten termin o kilka dni, a nawet o ponad tydzień.

Lech Antkowiak, Zastępca Dyrektora Urzędu Pracy w Warszawie uspokaja, że agencje nie mają powodów do obaw, jeśli tylko same składają wnioski w stosownych terminach.

Urzędy Pracy obciążone od pierwszego stycznia obowiązkiem przyjmowania wymaganych dokumentów w różnej formie po prostu ugrzęzły w systemie rejestrowania! Rozumiemy doskonale intencję Ustawodawcy. Niezaprzeczalnie ważne jest, żeby wiedzieć, kto wjeżdża do naszego kraju i kto podejmuje tu pracę, tak ze względów bezpieczeństwa, jak i po to by uszczelnić system podatkowy. Nie wzięto jednak pod uwagę, że najsłabszym ogniwem będzie tu zbyt mała liczba urzędników – mówi Lech Antkowiak. – Nawet w Warszawie, gdzie dostaliśmy dodatkowe etaty nie dajemy rady. A przecież od dawna tendencją było limitowanie liczby osób zatrudnionych w urzędach pracy ze względu na malejące bezrobocie.

Zdaniem Dyrektora Antkowiaka największym problemem jest fakt, że przeważająca ilość wniosków wpływa do UP w formie papierowej. Duża agencja pracy jest w stanie dostarczyć ich nawet kilkaset jednocześnie. Wprowadzenie wszystkich danych do systemu wiąże się z ogromnym nakładem pracy, któremu urzędnicy nie są w stanie podołać. Rozwiązaniem zdaniem Lecha Antkowiaka byłoby zobligowanie agencji pracy i pracodawców do dostarczania dokumentów wyłącznie w formie cyfrowej.

Prosimy Ministerstwo, aby jednoznacznie wskazało, że mogą być one do nas składane na papierze tylko w szczególnych przypadkach. Pracodawca musiałby wtedy fatygować się do nas tylko raz, żeby odebrać jedną decyzję na papierze – mówi Lech Antkowiak. – My już zaprzestaliśmy przyjmowania wniosków na papierze i liczymy, że w ciągu najbliższych trzech tygodni wyjdziemy na prostą.

Oznajmia, że agencje, które zawierzyły zapisowi ustawowemu obligującemu je do rejestracji wniosków w urzędzie w ciągu 7 dni, nie powinny obawiać się kar, bo opóźnienie nie wynika z ich winy. Złożenie dokumentów otwiera możliwość zatrudnienia danego pracownika. Pracodawca może więc już w tym momencie poinformować go, że może ubiegać się o wizję lub przyjechać do polski, jeśli posiada biometryczny paszport.

 





Facebook
VK
Newsletter

Newsletter

Dzięki zapisaniu się do newslettera będziesz informowany o nowościach i promocjach!


Wróć na górę strony